top of page

Młyny nad Lubszą

Niewielka rzeka Lubsza (dawniej Lobischa, Lubiś, Luppe, Lubst, Lubica) o nieco górskim charakterze, z krystalicznie czystą wodą, stała się dogodnym miejscem do lokalizowania młynów wodnych, które pełniły różne funkcje. Młyny te  i związane z nimi  mniejsze i większe manufaktury oraz osady rozwijały się znakomicie do czasów zakończenia II wojny światowej. Wtedy większość z nich została wysadzona przez wojska sowieckie lub LWP, a te które przetrwały, zostały rozebrane i przeznaczone na "odbudowę Warszawy". Między Lipskiem Żarskim (Liebsgen) a Jasieniem (Gassen) znajdowało się 10 młynów, wliczając te, które zlokalizowane były na dopływie Laubnitzer Wasser (Uklejna), od krzyżówki drożkowskiej do ujścia w Lubszy.

Były to:

> Metsch -Mühle (naprzeciwko stadionu w Jasieniu)

> Hadg (Haak) - Mühle (przy granicy administracyjnej Świbna/Jasień)

> Thomas - Mühle (Młyn Tomasza, piekarnia - przy drodze do Jabłońca)

> Krebsmühle (Raczy Młyn, zwany po wojnie "kolonią")

> Neu-Hammer-Mühle (zwany po wojnie Brodajcem)

> Stroh-Mühle (na dopływie przy Brodajcu)

> Hammermühle (zwany po wojnie Papiernią)

> Kupfer- Mühle (na Uklejnej)

> Feld- Mühle (na Uklejnej)

> Mühle C. Lehman in Liebsgen (Kunstmühle).

Hammermühle

Hammermühle była osadą składającą się z co najmniej kilku manufaktur. Sama nazwa oznacza hamernię (młotownię) lub kuźnicę. Kuźnica to dawny typ zakładu-manufaktury, w którym wytopione z rudy metale uzdatniano lub przerabiano za pomocą młota poruszanego kołem wodnym. Głównym produktem było żelazo, które przerabiano w ten sposób z rud darniowych, a więc płytko położonych warstw gleby, które dzięki pozostawaniu pod wpływem natlenionych wód (tereny podmokłe i bagienne) oraz umiarkowanego klimatu wzbogaciły się o wytrącane z roztworów związki żelazowe. Tereny (lasy) położone na północ od osady nosiły nazwę Hammer Heide, ale nie wynikała ona z bogactwa takich złóż, a raczej z samej nazwy osady, choć dzisiejsze stawy w lesie mogły powstać po wydobyciu rud darniowych (nazwa Hammerteich). Funkcjonowanie małych kuźnic skończyło się ok. 1850 r.

Okolice Drożkowa należały do pierwszych miejscowości dorzecza Odry i Wisły, w których wytop żelaza związać można z określoną datą,  udoskonalone dymarki odnotowano tu w roku 1200. W XVI/XVII wieku odnotowano tu młoty miedziane i żelazne oraz fabrykę tkanin lnianych.

Po wojnie, gdy po Hammermühle pozostały już tylko gruzy, przyjęło się nazywać to miejsce "Papiernią" co mogłoby sugerować, że funkcjonowała tu również wytwórnia papieru. Początkowo maszyny papiernicze napędzane były kołem wodnym. U schyłku pierwszej połowy XIX w. zaczęto do tego celu stosować turbiny wodne, w związku z czym większość papierni lokalizowano nad rzekami. 

Na pewno też w osadzie tej funkcjonowała farbiarnia. Farbowano tu płótna (czyli raczej tkaniny niż papier). Miejscowi farbiarze opracowali nowatorską metodę wentylacji farbiarni, o czym można przeczytać w artykule z 1872 r. "Uber die Ventilation von Färbereien"  (Musterzeitung, Zeitschrift für Färberei etc., 1872, Nr. 2.)

Osadę zamieszkiwało w 1895 r. 25 osób.

Właścielami farbiarni byli Edmund Wolffenstein (ur. 15.04.1844 Berlin - zm. 01.04.1910 Droskau - Hammermuhle) i Elise Wolffenstein (ur. 16.05.1853 Küstrin - zm. 1926 Droskau Hm.). Byli oni Żydami. Ich wspólny nagrobek wykonano w postaci obmurowanej mini budowli zawierającej wnękę, w którą wbudowano płytę inskrypcyjną. Obecnie płyta leży odspojona przed nagrobkiem. Tekst na płycie jest w języku niemieckim, a płyta nie ma typowej ornamentyki charakterystycznej dla żydowskich macew.

Ich syn Bernhard i córka Malwine (po mężu Saloschin - również Żyd z Hammermühle) wyjechali i zamieszkali w Berlinie, gdzie w 1941 r. zostali przez Niemców aresztowani i wywiezieni do Łodzi (Theresienstadt i Litzmannstadt), a następnie w 1942 i 1943 roku - zamordowani.

Ich płyty pamiątkowe (Stolpersteine) znajdują się w Berlinie. Poniżej fotografia jednej z nich.

Hammermühle oprócz tego, że była zespołem manufaktur miała również urokliwy charakter z zalewem (po którym pływano łódkami), ogrodem ze stawkami oraz wieżą przypominającą kultury dalekowschodnie. 

Widok mumerycznego modelu terenu w miejscu osady Hammermühle

Galeria zdjęć współczesnych

Neu-Hammer-Mühle

Jadąc wzdłuż Lubszy zgodnie z kierunkiem jej biegu, w odległości ok. kilometra od Hammermühle można dotrzeć do kolejnego młyna, sądząc po nazwie - młodszego. Wśród mieszkańców Świbnej przyjęła się dla tego miejsca nazwa Brodajec. Skąd ta nazwa pochodzi i co oznacza - nie wiadomo. Młyn zlokalizowany był przy ważnym szlaku łączącym Drożków i Lubanice z Jabłońcem i dalej z Jasieniem. Patrząc na mapę historyczną ta droga wygląda okazale i do dziś jest drogą publiczną, ale przez rzekę można było przejechać wąskim mostkiem przeznaczonym tylko dla jednośladów.

Z młyna pozostał w zasadzie tylko mostek, z którego złomiarze wycięli barierki, a także dość wysoki wodospad. Zabudowania zostały wysadzone w powietrze. Jaką funkcję pełnił ten młyn? Trudno się dziś domyślić. Musiało to być co najmniej kilka zabudowań (4 widać na mapie topograficznej), bo w 1895 r. osadę zamieszkiwało 14 osób. Młyn znajdował się na styku czterech obrębów ewidencyjnych: Świbnej, Jabłońca, Drożkowa i Golina.

Mapa katastralna 1927-1936
część Brodajca przynależna administracyjnie do Świbnej
Galeria zdjęć współczesnych

Krebsmühle

Kolejnym młynem, który napotkamy poruszając się wzdłuż Lubszy z Lipska do Jasienia jest Krebsmühle. Jest to Raczy Młyn. Nazwa pochodzi z pewnością od licznie występujących swego czasu w rzece i kanałach młyńskich raków. Po okresie kilku lub kilkunastu lat zanieczyszczeń rzeki (lata 80/90) raki oraz wiele ryb (kiełbie) i innych zwierząt (minogi) wyginęło.

Początki przysiółka Krebsmühle sięgają roku 1688, gdy hrabia Erdman von Promnitz z Żar wybudował tu młyn. 
Na początku XX w. młyn w Krebsmühle został kupiony przez Alfreda Büttnera z Żar, który przekształcił go w fabrykę produkującą części metalowe. 

Przy młynie tym funkcjonowała największa z opisywanych manufaktur "nadrzecznych". Była to fabryka śrub, gwoździ oraz innych elementów metalowych. Alfred Büttner w swojej fabryce produkował też precyzyjne wyroby, takie jak maszynki do golenia. Był w tym zakresie wynalazcą i swoje nowe rozwiązania konstrukcyjne miał opatentowane zarówno w Niemczech, jak i nawet za oceanem.
Poniższy opis i rysunek przedstawiają rozwiązanie maszynki do golenia autorstwa A.Büttnera, na które uzyskał przed I wojną św. patent w USA (nr patentu 1019303 z dnia 05.03.1912 r.).

W roku 1925 w fabryce pracowały 52 osoby.
Po śmierci Alfred Büttnera właścicielką fabryki została Klara Büttner (z domu Lehmann). W książce adresowej powiatu Żary z 1938 r. wymienieni jako mieszkańcy Krebsmühle są także Hans Büttner i Kurt Büttner (obaj z zawodu kupcy) - być może synowie Alfreda.
W trakcie II wojny św. w fabryce produkowano jakieś części dla wojska. Powojenni mieszkańcy Świbnej znajdowali po wojnie liczne pozostałości tych wyrobów, m.in. sprzączki (do uprzęży spadochronów?).

Alfred Büttner znany jest również z ufundowania wielu dzwonów kościelnych dla okolicznych miejscowości.

W wieży kościoła w Jabłońcu znajdowały się trzy dzwony – duży, średni i mały. Dzwony pochodziły z roku 1737. Duży dzwon miał średnicę 98 cm. Około roku 1832 wieża kościelna została uszkodzona i groziła zawaleniem. Uszkodzony został też środkowy dzwon. Najsmutniejszy los dla dzwonów kościelnych przyszedł podczas wojny w roku 1917. Duże braki surowców takich jak miedź, mosiądz czy srebro, powodowały przetapianie dzwonów kościelnych, dachów miedzianych, piorunochronów i innych elementów metalowych na potrzeby przemysłu zbrojeniowego. Z wieży kościoła, w październiku 1917 roku, zostały zdjęte i przetopione dwa dzwony, środkowy i mały. Został tylko jeden dzwon, największy.
W roku 1919 duży dzwon pękł, powstała głęboka rysa i tak wisiał nieużywany do roku 1921. W tym to roku na polecenie konserwatora zabytków dzwon został przekazany na złom. Fabrykant Alfred Büttner ze Świbnej w 1922 roku ufundował trzy nowe dzwony dla kościoła w Jabłońcu. Wszystkie trzy dzwony na stronie przedniej miały imię fundatora oraz napis – napomnienie skierowane do wszystkich chrześcijan: „O kraju, o kraju, słuchaj słów Pana”, po przeciwnej stronie nazwisko producenta Ulrich & Weule i rok 1922. Istnieje też informacja, iż dzwony te nazwano: Wiara, Nadzieja i Miłość. Po roku 1945 środkowy dzwon (Nadzieja) zdjęto z wieży kościelnej i przeniesiono do kościoła w Jasieniu.
 

Woda do młyna była doprowadzana dość długim, bo ok. 500 metrowym kanałem, po drodze zasilając staw rekreacyjny przy dworku Alfreda Büttnera. Po wojnie staw ten przerobiono na basen ośrodka kolonijnego fabryki SPOMASZ z Żar. Piętrzenie zwane dzisiaj tamą funkcjonuje do dziś, zlokalizowana jest tam nawet mała elektrownia wodna.

Alfred Büttner zmarł 15.04.1938 r. i został pochowany w grobowcu na małym cmentarzu rodzinnym w pobliżu fabryki. Grób był przygotowany również dla żony. Konsekwencje przegranej przez Niemców wojny spowodowały jednak, że nie została ona tu pochowana. Po wojnie grób został rozkopany, a  ciało Büttnera zostało prawdopodobnie wywiezione do Niemiec. Płyta nagrobna z inskrypcją znajduje się przed grobem w pozycji leżącej. Dziś teren wokół ogrodzonego betonowym murem cmentarzyku mocno zarasta krzewami.

Mapa katastralna na bazie podkładu z roku 1927 pokazuje układ zabudowań Krebsmuhle. Żadnego z istniejących na mapie zabudowań dziś nie ma. Te, które są tam dzisiaj musiały być zbudowane w terminie późniejszym (mapa kolejna).

Mapa zmian w katastrze z lat 1928-1931 pokazuje nowo wybudowane budynki: dworek Büttnera i powojenny dom wielorodzinny pracowników leśnictwa.

Mapa z lat 1928-1931 obrazuje również właścicieli działek. Na mapie brakuje już tylko jednego budynku - istniejącej dzisiaj (byłej) leśniczówki (dorysowana na niebiesko).

Poniżej księga wieczysta właścicielki fabryki - Klary Büttner

Galeria zdjęć współczesnych

Thomas - Mühle

Młyn Tomasza był młynem najbliżej położonym wsi Świbna, w miejscu, gdzie przez Lubszę przebiegała droga ze Świbnej do Jabłonic. Niestety również ten młyn nie przetrwał nowych, powojennych "porządków".

Osada ta pełniła prawdopodobnie od założenia funkcję piekarni. Koła młyńskie były więc wykorzystywane do mielenia zbóż, z których wyrabiano mąkę. Młyn musiał istnieć już w XVII w., gdyż w historii o porzuconej kobiecie, która utopiła się wraz  z dzieckiem, to właśnie młynarz znalazł ciała topielców.

W roku 1938 właścicielem młyna był Max Wilde. Piekarzem był Jakob Otto, innym mieszkańcem - Heinrich Luckey.

Pierwsi repatrianci pamiętają, że piekarnia działała również przez kilka lat po wojnie. Piekarz swoją bryczką rozwoził chleb po okolicznych wsiach. Dopiero gdy Niemiec wyjechał za Nysę, młyn został rozebrany.

Mapa z 1914 roku przedstawia dwa budynki. Patrząc na ruiny tego miejsca widać, że jakaś infrastruktura musiała być zlokalizowana także na działce 202. Mapa nie zawiera również kanału młyńskiego o długości około 250 m, gdzie po piętrzeniu pozostał do dziś betonowy wodospad.

Na mapie z 1862, choć mniej czytelnej widać zarysy także dwóch innych budynków po zachodniej stronie kanału (podretuszowane na niebiesko) oraz przebieg kanału młyńskiego.

Poniżej współczesne zdjęcia ruin młyna, widoczne tylko gruzy i koryto kanału

bottom of page